Historia Happy Poopki z wielopielo

  • przez

Nasza historia z pieluchami wielorazowymi (inaczej wielopielo) zaczęła się kiedy nasz maluch był jeszcze w brzuchu. Nigdy wcześniej nie słyszałam o takiej formie pieluchowania dopóki koleżanka z pracy, która już cieszyła się dłuższy czas swoją dzieciną wspomniała, żebym sobie poczytała o wielo bo to fajna sprawa jest i sama żałuje, że wcześniej się tym nie zainteresowała.

No i stało się. Wróciłam do domu odpaliłam komputer, wujek google wyszukał mi kilka blogów gdzie wszystko było opisane i ku mojemu zdziwieniu nic z tego nie rozumiałam. Byłam przekonana, że to nie może być nic skomplikowanego a tu nagle jakieś SIO, AIO, otulacz, kieszonka, formowanka, wkład… O co w tym wszystkim chodzi u licha? Poczytałam, poczytałam, ba nawet youtuba odpaliłam co jeszcze bardziej namąciło mi w głowie i dałam sobie spokój. Może to była kwestia tego, że w stanie błogosławionym mój mózg pracował w totalnie zwolnionym tempie ale naprawdę nie mogłam sobie poskładać co z czym się je w tych wielopielo.

Jednak nie poddałam się po pierwszej próbie. Na tyle ten temat mnie zaintrygował, że co jakiś czas poczytywałam sobie artykuły i oswajałam się ze słownictwem. Uznałam, że do tematu wrócę jak moje dziecię się urodzi. W tym czasie też byłam wylogowana z FB do życia więc nie od razu trafiłam na te przepiękne cuda, które w większości szyją Mamuśki. I chyba dobrze, kilka miesięcy zakupowego szału sobie zaoszczędziłam :p

Tak więc po urodzeniu Młodego, kiedy karmienie piersią zajmowało mi większość dnia, ja mogłam wrócić do tematu wielopielo i na spokojnie poukładać to sobie w głowie.

Aczkolwiek ze względu na myśl, o bardzo częstym praniu jeszcze kiedy nie można postawić suszarki na balkonie postanowiłam, że spróbuję pieluch wielorazowych dopiero latem. Nie wytrzymałam. Już w kwietniu (małolat urodził się 28.02) przyszło moje pierwsze zamówienie. Na początek kupiłam kilka różnych wkładów, otulacz PUL, kieszonkę PUL i zapas tetry. Uznałam, że na pierwszy rzut wystarczy by nie wydać majątku i zobaczyć o co w tym właściwie chodzi. Hmmm jakaż ja byłam podjar…na tymi wzorami, jak to ślicznie na dupce wyglądało, ohhh, ahhh. No i to by było na tyle uniesień.  Było miło dopóki życie nie zweryfikowało moich umiejętności zakładania tych pieluch. Przecieki  z siuśków, pfff to nic takiego. Na jednorazowych też mi się często zdarzało. Problem się zaczynał kiedy pojawiała się kupa. To był jeszcze ten czas kiedy by ulżyć dziecięciu kładliśmy go na swoich zgiętych kolanach i brzuchu, zawsze pomagało bo kilka dobrych spięć malucha i bach pojawiała się kupa- nie tylko w pieluszce na naszych kolanach i brzuchu też. Mój mąż kazał mi się sam bawić w te wielopielo a ja biedna za nic nie chciałam sobie odpuścić.

Skoro tyle matek daje radę, to ja nie dam? 

Zaraz sięgnęłam za filmy jak składać tetrę, kilka własnych powtórzeń i dawaj dziecię na przebierak, lalki ani miśka niestety w domu nie było. Mina i zaangażowanie mojego Syna były zupełnie inne niż moje. W tym momencie to ja zdecydowanie się lepiej bawiłam niż moje dzieciątko.  Po kilku lepszych i gorszych próbach tetra zaczęła nam się sprawdzać najlepiej a ja powoli wciągałam się w świat wielomatek. I tak w kolejnym tygodniu bez wiedzy męża zamówiłam dwa wełniaczki (nie najdroższe, żeby też w razie czego nie było żal bo tu znów bałam się lanolinowania) i chinki z allegro bo przecież one mają takie piękne wzory😊

Z wełniakami to była miłość od pierwszego założenia…

Z wełniakami to była miłość od pierwszego założenia ( z lanolinowaniem koniec końców poradziłam sobie bez większego problemu więc nie będę przynudzała). Nie mogłam uwierzyć, że ta wełna jest taka super, że ma genialne właściwości i rzeczywiście nie przemaka! Po prostu strzał w dziesiątkę! Oczywiście, żeby nie było tak kolorowo, wtedy też  zdarzały się przecieki ale już kupsko baaardzoo rzadko wychodziło na „światło dzienne”. Wówczas też nastąpił przełom i  mój Mąż zaczął się przekonywać do tego stopnia, że sam wziął Małego któregoś dnia i rzekł święte dla mnie słowa „ja przewinę”- ależ byłam dumna jak paw! Od tej pory jednorazówkom powiedziałam stanowcze bye, bye bo i nocki też były wielopielo!

O chinkach słów kilka.

Wzorami urzekły jednak wykonaniem i mocno większym krojem już nie. Ciężko było mi się do nich przybrać ale jednak znalazły swoje zastosowanie, tyle że na noc kiedy więcej pakowałam na dupcie i nie bałam się, że coś dzieciątko będzie uciskało. Miałam też plus taki, że mój syn nie wiadomo w kogo się w dał i od samego początku wagę posiada dużo ponad średnią na siatkach centylowych więc od razu pakowałam go w rozmiar OS. 

Dzisiaj już mija 3 miesiąc naszego związku z wielopielo a ja mam wrażenie jakbym się codziennie w nich zakochiwała na nowo. Oczywiście pomagają mi w tym portale społecznościowe do których znów się zalogowałam i skutecznie planują na jaki otulacz tym razem „zachoruję”. W grupach wielomatek-wariatek dowiedziałam się też o kilku przydatnych tipach dzięki czemu już dawno nie zanotowałam wpadki z przeciekiem a tym bardziej z grubszą sprawą więc jak ja to mówię nasz związek chyba się dotarł😊 Stosik co miesiąc rośnie o kolejne otulacze i kieszonki, nawet ostatnio AIO zadebiutowało na salonach a ja staram się w tym wszystkim nie oszaleć i nie kupić przypadkiem Synkowi otulacza z falbankami. Są one tak piękne, że chyba kolejna w rodzinie to będzie musiała  być dziewczynka…